26.08.2012

Prolog


USA,Waszyngton  01.09.2003 godz. 2.00
Narracja 3 os.
Waszyngton stolica USA. W całym mieście panowała już cisza oraz mrok. Na ulicach było pusto a latarnie przestały już świecić. W domach panowała mroczna cisza. Każde okno było ciemne z powodu wyłączonego światła. Lecz jednak w jednym domu paliło się światło w pokoju. Był to Biały Dom a oświetlony pokój to Gabinet Owalny. W pokoju znajdowało się dwóch mężczyzn. Jeden z nich młodszy był wysoki, dobrze zbudowany a włosy miał brązowe. Widać było, że był bardzo zdenerwowany. Drugi zaś z nich siedział w ciszy za swoim biurkiem słuchając nieproszonego gościa co ma on mu do powiedzenia. Był niezbyt wysoki, miał nieduży brzuszek a włosy już powoli siwiejące prawdopodobnie przez stres.Czekała ich ciężka i poważna rozmowa, która miała skończyć się  tragicznie.
- Nie rozumiem czemu się mnie wstydzisz! - krzyknął mężczyzna
- Bo jesteś synem dziwki. Jesteś nikim a na pewno nie jesteś moim synem! - wrzasnął siwowłosy człowiek
- Nie obrażaj mojej matki - powiedział brunet groźnie
- Z twoją matką, taką zdzirą nigdy bym się nie przespał - szepnął poważnie mężczyzna
- Jestem twoim synem czy tego chcesz czy nie. Przyznaj ile masz dzieci z innych romansów? - spytał złośliwie brunet
- Zero - powiedział siwowłosy głupio się uśmiechając
- Kochaj mnie lub nie Kochaj i tak jesteś moim ojcem - szepnął spokojnie brunet
- Wiec jedno zanim raz na zawsze się pożegnamy - zaczął starszy - Nigdy bym cie nie pokochał -pow. po czym strzelił brunetowi . Wystrzału kuli nie było słuchać gdyż broń pana prezydenta miała tłumik. Nagle do pokoju weszło dwóch ludzi ubranych na czarno. Zdziwili się widząc obcego, martwego człowieka oraz pana prezydenta z bronią. Zdziwieni tym widokiem zapytali swojego szefa:
- Panie Prezydencie co się stało?
- Nie ważne. Nikt nie może o tym wiedzieć oprócz nas. Macie to posprzątać - rzekł prezydent
- Tak jest panie prezydencie -powiedzieli stając na baczność
Gdzieś w innej części miasta drobna brunetka przeskakiwała przez ogrodzenie uciekając przed wielkim dobermanem, który pilnował budynku do którego się włamała. Nie znosiła gdy musiała to robić ale zawsze było jej jakoś dobrze. Nagle usłyszała niedaleko wycie syren. Super! Policja! Jak najszybciej umiała zaczęła biec w stronę cmentarza na którym często spędzała czas.Nie miała zamiaru, żeby policją ją czwarty raz złapała. I tym razem się udało. Ostatkiem sił dobiegła do cmentarza bez glin. Padła na chodnik nie patrząc na to ze jej rurki się ubrudzą. Próbowała uspokoić
swój oddech co całkiem dobrze jej wychodziło. Pytanie padające z czyjś ust wystraszyła ją gdyż myślała, że jest sama.
- I co udało się?
- Jasne jak słońce - odpowiedziała jej brunetka
Postać siedząca na czyimś nagrobku uśmiechnęła się przyjaźnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz