1.09.2012

Rozdział 14


W pokoju panował półmrok a za oknami robiło się ciemno. Księżyc wraz gwiazdami rzucał przez okna lekko poświatę. W pomieszczeniu słychać było nasze ciche, spokojne oddechy. Leżałam w objęciach blondyna. Moja głowa leżała na jego klatce piersiowej tuż przy sercu. Wsłuchiwałam się w ciepły, łagodny oddech rozmyślając nad jedną rzeczą, która mnie martwiła. Zaczęłam delikatnie kreślić wzorki od szyji po jego pępek. Z ust wydobył się pomruk nie zadowolenia. Zerknęłam w stronę jego twarzy i zauważyłam, że nie śpi. Szarozielone oczy wpatrywały się we mnie. Poczułam, że rumieńce oblewają moje policzki. Jego dłoń objęła moją dłoń a drugą poczułam na nagiej skórze pleców. Przymknęłam powieki ciesząc się pieszczotą, którą fundował mi chłopak.
- Myślałam, że śpisz - szepnęłam nie chcąc zepsuć nastroju. Czułam jak blondyn delikatnie rysuje palcem wzorki na plecach.
- Jesteś taka piękna - szepnął jakby nie słysząc mojego zdania. Przysunął mnie jeszcze bliżej siebie całując najpierw moje ucho, później policzki a następnie usta. Ten pocałunek był delikatny jak muśnięcie motyla, nie zadawalał mnie.
- Kim dla ciebie jestem? - spytałam się go. Blondyn przestał mnie całować delikatnie odsuwając się ode mnie. W mojej głowie zaczęła palić się czerwona lampka a w gardle  rodzić gula. Podniosłam się do pozycji siedzącej zakrywając swoje ciało prześcieradłem.
- Bloom...ja...ja - nie dokończył patrząc na mnie. Starłam łzę a moje ręce coraz bardziej się trzęsły. Blondyn również podniósł się do pozycji siedzącej przybliżając się do mnie. Odległość dzieląca nasze ciała była bardzo mała. Czułam jego ciepły oddech na policzku. Unikałam jego wzroku nie chcąc rozpłakać się na dobre. Poczułam jak podnosi mój podbródek tak bym na niego patrzyła. Chłopak scałował moje łzy.
- Jesteś dla mnie ważna Bloom - szepnął patrząc mi prosto w oczy. Serce przestało tak galopować a oddech unormował się. - Zależy mi na tobie Bloom. Pytanie brzmi co ty czujesz? - rzekł spokojnie. Spuściłam wzrok szukając odpowiedzi. Co ja czuje?
- Zależy mi na tobie David - szepnęłam podnosząc wzrok. Blondyn uśmiechnął a następnie pocałował. Oddzielające nas prześcieradło spadło ukazując po raz kolejny moje nagie ciało. Tym razem nie byłam przerażona gdy poczułam jego ręce na swoim ciele.(...)Dreszcz przebieg po moim ciele gdy kierowałam się do domu Adama i jego siostry. Co chwila odwracałam się słysząc jakiś szelest lub dźwięk łamanych gałązek. Oczywiście byłam tak mądra, że wybrałam drogę przez park. Usłyszałam kolejny szelest. Stanęłam spięta nasłuchując nienaturalnych dźwięków. Przede mną pojawił się ten sam mężczyzną co w moim domu. Jego oczy były czarne jak węgiel a uśmiech obrzydliwy. Na jego widok gęsia skórka wystąpiła na moim ciele.
- Witaj Bloom - rzekł przeciągle, cofnęłam się o krok do tyłu.
- Witaj świrze - powiedziałam chcąc przeciągnąć chwile aż mnie mnie zadźga na śmierć lub cokolwiek podobnego.
- Oj Bloom, źle postępujesz będąc tak odważną osobą. Ta odwaga zaprowadzi cię do grobu - rzekł robiąc krok do mnie. Myśl Bloom. Myśl!
- Ja uważam, że odwaga ratuje życie a nie kończy - odpowiedziałam mu rozglądając się czy ktoś tu się nie zbliża. Przy ludziach ten demon by mnie nie zabił. Chyba. Minęła dosłownie chwila a zostałam przygwożdżona do drzewa. Mężczyzna a raczej demon dusił mnie ramieniem prawej ręki. Z każdą sekundą coraz bardziej brakowało mi powietrza a przed oczami robiło się ciemno.
- Pożegnaj się z tym światem - rzekł wprost do mojego ucha. Nie wiedziałam co robić. Już myślałam o tym jak to jest tam po drugiej stronie. Mój mózg pracował na najwyższych obrotach chcąc wymyśleć jak się uratować. Przypominałam sobie ostatnie dobre chwile i gdy przypomniałam sobie słowa Davida i to uczucie gdy byłam w jego ramionach wstąpiła we mnie kolejna siła walki. Poczułam, że przy pnie drzewa stoi grupa gałąź. Wzięłam ją do ręki a następnie zamachnęłam się z całej siły uderzając jego. Oszołomiony odsunął się od demnie pozwalając oddychać. Szybko się opanowałam i zaczęłam mówić słowa greckiego egzorcyzmu z książki od Adama. Ciało mężczyzny opętanego padło na kolana wrzeszcząc przeraźliwie. Drzewa coraz się  bardziej chybotały a wiatr wydawał coraz straszniejsze dźwięki. Nie przestałam mówić a demon coraz bardziej się wił i wrzeszczał. Gdzieś w oddali usłyszałam huk zapowiadający przyjście burzy co spowodowało, że przestałam prawić egzorcyzm. W jednej chwili opętany spojrzał na mnie a jego oczy zmieniły się na całkowicie czarne. Ryknął wściekle rzucając się na mnie. Z całej siły pchnął mnie tak, że runęłam na drzewo. Padłam na ziemie czując ogromny ból koło klatki piersiowej. Złapałam się za prawy bok gdy demon zbliżał się do mnie. Kalkulowałam szukając rozwiązania z tej sytuacji i gdy myślałam, że już po mnie poczułam mała buteleczkę w tylnej w kieszeni. Zjawa złapała mnie za bluzkę a ja w ostatniej chwili wyjęłam wodę święconą i oblałam go nią. Stwór natychmiast odsunął się od demnie warcząc z bólu. Rozejrzał się dookoła i tak po prostu zniknął. Padłam na kolana dysząc ciężko jak po szybkim biegu. Byłam zdziwiona tym, że tak po prostu zniknął zostawiając mnie przy życiu. Rozejrzałam się dookoła czy gdzieś go niema. Czym szybciej zebrałam się i skierowałam do domu Adam i jego siostry nie chcąc by demon powrócił. Co chwila się rozglądałam przerażona, że coś jeszcze mnie zaatakuje. Może gdzieś za rogu wyskoczy wampir albo wilkołak. Już to sobie wyobrażałam choć za każdym razem wyglądało inaczej. Choć nienawidzę starych budynków to kamień spadł mi z serca gdy dotarłam do znanego mi już domu wiedźmy i jej brata. Zdałam sobie sprawy, że nie znałam jej imienia. Zapukałam cicho czekając chwile aż kobieta otworzy mi drzwi.
- Witaj Bloom - rzekła wpuszczając mnie do środka. Rozejrzałam się po pokoju, który różnił się od tego w którym się obudziłam jakiś czas temu. W tym pokoju przeważały kolory ciemne. Ściany były szaro fioletowe zaś meble w kolorze czarnym  z fioletowymi dodatkami idealnie pasowały do reszty pokoju. Na ścianach wisiały przerażające obrazy a przy wejściu do następnego pokoju stała szafka pełna starych ksiąg. Kobieta  skierowała się w stronę drugiego pokoju a ja poszłam za nią. Otworzyła drzwi za którymi były schody prowadzące na dół. Każdy krok powodował, że skrzypiały niemiłosiernie. Schody tak jak myślałam prowadziły do piwnicy. Było to ciemne pomieszczenie o bordowym kolorze ścian. Na jednej ze ścian wisiała wielka korkowa tablica a na niej mnóstwo kartek, wycinków oraz dziwnych obrazków. Dwie narożne, czarne kanapy znajdowały się naprzeciw siebie a między nimi stolik na którym było również mnóstwo karteczek. Tak jak w poprzednim pokoju tu też była szafka pełna starych, wielkich ksiąg. W rogu stał Adam przeglądając coś na tablicy.
- Witaj Bloom - rzekł nakazując skinieniem głowy bym usiadła na jednej z kanap. Usiadłam na tej tuż przy tablicy a on naprzeciw mnie. Kobieta wzięła jakaś książkę i położyła ją na brązowym stoliku znajdującym się naprzeciw mnie.
- Nie rozumiem nic z tego - powiedziałam cicho nie wiedząc co mogę w tym momencie powiedzieć.
- Spokojnie Bloom. Wszystko ci zaraz wyjaśnimy - powiedziała kobieta. Pytanie brzmi czy chce wiedzieć wszystko. Bo tak naprawdę czy ktoś chce wiedzieć, że oprócz duchów, które nieraz chcą cie zabić to po świecie grasuje król piekieł i jego podwładni. Nie zapomnijmy, że gdzieś może jeszcze są wampiry i wilkołaki.
- Wiesz, że według religii chrześcijańskiej po śmierci możemy iść do któregoś z 3 miejsc...? - powiedział Adam patrząc mi prosto w oczy
- Piekło, czyściec oraz niebo - dokończyłam za niego
- Piekło ma swojego króla władce, którego nazywamy - nie dokończyła bo jej przerwałam:
- Diabłem - popatrzyła na mnie chwile
- Tak, diabłem. Jednak ma on kilka innych nazw...król piekieł, szatan oraz upadły anioł - zaczął powoli wyjaśniać mi Adam. Zdziwiłam się słysząc ostatnią nazwę i Adam to zauważył. - Demon ma kilka nazw jednak jedna z nich jest najważniejsza...Diabeł to upadły anioł, który zwie się Lucyfer - rzekł a ja skamieniałam ze zdziwienia.
- Ale czy Lucyfer nie był pierwszym aniołem Boga? - spytałam się gubiąc się trochę w tym wszystkim.
- Tak masz racje. Był upadłym aniołem - odpowiedział na moje pytanie -Zbuntował się przeciwko Bogu a ten "zrzucił" go z nieba
do piekieł - dokończył
- Nadal zbytnio tego nie rozumiem - rzekłam mówiąc szczerą prawdę
- Od czasów Jezusa Chrystusa 3 stare rody pilnują wejścia do piekieł -powiedziała kobieta - Królewski ród Welfów, mój ród pochodzący od czarownic z Salem oraz rodzina Abrahama Lincolna - dokończyła a mnie po raz kolejny zamurowało.
- Uważamy, że w dniu śmierci Lincolna 14 kwietnia 1865 został zabrany mu klucz najprawdopodobniej przez Johna Wilkesa Bootha, który go zabił - rzekł spokojnie Adam a z każdym jego zdaniem mój oddech stawał się szybszy a serce galopowało. W co ja się wpakowałam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz