31.08.2012
Rozdział 10
Mimo,że wraz z rodzicami i gośćmi siedziałam do jakieś 24 to obudziłam się już o godzinie 5.45.Kręciłam się po pokoju nudząc się niemiłosiernie i nie wiedząc co ze sobą zrobić.By zrealizować swój plan musiałam poczekać do godziny 7.00.Postanowiłam,że do tego czas zacznę przygotowywać do konkursu z historii.Z szafy wyjęłam swoje książki od historii ze szkoły a następnie sięgnęłam po opasły tom encyklopedii historii świata oraz dwie mapy świata na których były zaznaczone wszystkie bitwy. z dolnej szafki wzięłam kilkanaście kartek oraz długopis i zaczęłam robić notatki potrzebne mi do nauki.Tak pochłonęła mnie nauka,że ledwo co zapisałam jedną kartkę informacjami a już była godzina 7.00.Ubrałam czarne rurki oraz czarno biały sweter po czym zeszłam na dół po drodze biorąc czerwone prześcieradło. Założyłam swoje czarne kozaki oraz kurtkę po czym po cichu wyszłam z domu kierując się w stronę parku.Z kieszeni kurtki wyjęłam gumkę by zawiązać włosy w luźny kucyk a drugiej kieszeni wyjęłam czarne rękawiczki. Zimne,mroźne powietrze drażniło moją twarz powodując zaczerwienienie. Wreszcie po 20 minutach marszu wreszcie dotarłam do parku.Biały puch, który był wszędzie powodował,że park stawał się magiczny.Gdy doszłam do właściwego drzewa to ciarki przeszły mnie na samą myśl,że pod ziemią leży ciało Jessego.Powstrzymałam się od zwrócenia wczorajszej kolacji.Wyjęłam z kieszeni zwinięte prześcieradło którym obwiązałam drzewo.Pierwsza część planu została zakończona.Zakładając kaptur na głowę skierowałam się w stronę tutejszej kwiaciarni gdzie zakupiłam bukiet czerwonych róż. Poprosiłam żeby dodano liścik oraz o wysłanie ich na komisariat gdzie mieli przekazać je detektywowi Josephowi Dawonowi.Gdy zapłaciłam za kwiaty to czym prędzej skierowałam się do domu. Nie chciałam by zauważono moją nieobecność.Jednak gdy doszłam do domu zauważyłam rodzice oraz wujek i ciocia siedzieli już na tarasie,który w części był zaszklony dzięki czemu nawet w zimę mogliśmy robić grilla.Gdy weszłam do środka zdjęłam kurtkę oraz buty po czym skierowałam się na taras by przywitać się z dorosłymi.
-Cześć-powiedziałam usmiechnięta siadając obok wujka i biorąc do ręki krompkę chleba na którego nałożyłam salami oraz kawałek kabanosa.
-Gdzie byłaś?-spytała się mnie matka w głosie której wyczułam złość
-Na spacerze w parku-powiedziałam spokojnie choć już mogłam się domyślić,że mama pokłóciła się z wujkiem.Gdy tylko było jakieś święto czy po prostu cała rodzina zbierała się to mama z chrzestnym zawsze się kłócili. Mama nie rozumiała jak wujek mógł nie iść w ślady dziadków oraz reszty rodziny i nie zostać prawnikiem,prokuratorem lub sędzią.Cała rodzina uważała bowiem,że taki zawód jak profesor historii to strata czasu i marnowanie życia oraz uważają,że nic niemożna osiągnąć.Jak tak nie uważałam.Miałam zamiar się zbuntować i nie iść w ślady rodziny od strony mamy ani taty gdzie każdy posiadał swoją firmę.Wiedziałam jednak gdy tylko to powiem to rozpęta się awantura.Dobrze,że po swojej stronie miałam wujka.
-Bloom gdy tylko Filiph wstanie to pójdziecie do sklepu bo rodzina do nas przyjeżdża-powiedziała moja mama
-Ok-powiedziałam robiąc kolejną kanapkę.No to wykrakałam katastrofę.
Narracja Emily
Wraz z Jessem byłam zdziwiona gdy zobaczyliśmy w parku Bloom jak czerwonym prześcieradłem obwiązuje drzewo pod którym leżało ciało Jesse'go a potem idzie do kwiaciarni gdzie dowiedzieliśmy się,że zamówiła bukiet kwiatów,który miał zostać wysłany na komisariat.Śledziliśmy właśnie młodego kuriera,który wchodził po schodach do budynku siedziby policji.
-Szukam detektywa Joseph'a Dawon'a-rzekł kurier a młoda policjantka zaprowadziła go do drzwi za którymi zapewnie znajdował gabinet Dawona. Poszliśmy za nimi gdzie zobaczyliśmy detektywa jak odbiera kwiaty po czym kładzie je na swoim biurku.Po kilku chwilach mężczyzna znalazł liścik,który przeczytał:
-W parku przy Avenue 15 znajduje się drzewo obwiązane czerwonym materiałem.Pod tym drzewem znajduje się ciało.Przyjaciel.-Treść tego liścika bardo nas zdziwiła.Detektyw Dawon czym prędzej założył swoją marynarkę po czym wyszedł z gabinetu rozkazując dwóm policjantom pojechać z nim.Staliśmy tak jeszcze przez jakiś czas.
-Powinniśmy ją przeprosić-rzekł Jesse przerywając tą krępującą cisze
-Żebyś wiedział.Ciekawe tylko czy nam wybaczy-powiedziałam-Wiem,że to dziwnie zabrzmi ale może chcesz zobaczyć jak wykopują twoje ciało?-dodałam choć bałam się jak zareaguje.Chłopak pokiwał tylko głową na tak po czym teleportowaliśmy się do parku.
Narracja Bloom
Gdy Filiph wstał wreszcie i wyszykował oraz zjadł śniadanie to boje ruszyliśmy do sklepu z długą listą zakupów.
-Ciekawa jestem dlaczego cała rodzinka zjeżdża się dziś-rzekłam poprawiając szalik oraz zakładając beret na głowę.
-Nie wiem ale i tak się boje jak przed każdym rodzinnym spotkaniem.Zdziwiłem się bardzo gdy tata oznajmił mi i mamie,że zabiera nas do USA.Nigdy nas nie zabierał gdy miał jakieś wykłady-powiedział pocierając ręce,które miał czerwone z zimna.
-To będzie najgorszy dzień w moim życiu-szepnęłam
-W naszym życiu Bloom.W naszym-powiedział kuzyn a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem-Naprawdę nie domyślasz się co będzie głównym tematem rozmów?-spytał się mnie a ja pokiwałam głową na nie-My Bloom.My jako jedyni w tym roku wybieramy uniwersytet bo reszta naszych kuzynów i kuzynek albo jest za mała albo mają już to za sobą.-wyjaśnił i wtedy jeszcze bardziej się przeraziłam. Zrobiłam przegląd wszystkich dzieciaków w rodzinie i rzeczywiście w tym roku tylko ja i Filiph kończyliśmy szkołę.
-O cholera.Gdzie ty zamierzasz studiować?-spytałam się bruneta.
-Zamierzam startować do Harvardu do szkoły medycznej-powiedział poprawiając swoją czapkę
-Twój tata nie jest zawiedziony,że nie chcesz iść w jego ślady?-spytałam się go w chodząc do sklepu
-Trochę choć rozumie to i nie narzuca mi.Co do Harvardu to przeszkadza mu to,że to w Ameryce i to taka duża odległość ale jest dumny,że chce uczyć się w najlepszej szkole i walczę o spełnienie swoich marzeń-rzekł wkładając do wózka 3 śmietany
-Drugi członek rodziny,który nie pójdzie według tradycji ani do Dartmouth ani Princeton.Oh jak oni się wciekną-powiedziałam udając rozpacz rodzinki.
-Trzeba będzie kupić zatyczki do uszu,żeby nie ogłuchnąć-rzekł na co oboje wybuchliśmy śmiechem-A ty co zamierzasz robić?-spytał się mnie.Stanęłam w miejscu nic nie mówiąc.Odwróciłam głowę by nie zobaczyć wściekłego wzroku mojego kuzyna.
-Bloom ty chyba nie zamierzasz się poddać?-spytał się mnie z nutką wściekłości w głosie
-Filiph ja...-nie dokończyłam bo brunet mi przerwał:
-Bloom chyba nie zamierzasz się poddać?-usłyszałam jego pytanie.
-Filiph ty po swojej stronie rodziców a ja?Nikogo!-wykrzyknęłam dramatycznie
-Bloom ale co z tego?To twoja przyszłość rozumiesz?Twoja!Nie możesz zmarnować takiego talentu jak twój.Ty jak i mój tata macie smykałkę do historie.Gdybym teraz zadał ci kilka pytań z różnych czasów to na każde byś odpowiedziała dobrze!Na każdym wykładzie mojego taty brakuje miejsc a ludzie chcą stać przez cały wykład,który trwa nieraz dwie godziny.Wy obydwoje macie dar do historii i nie możesz go zmarnować.-powiedział wkurzony na mnie
-Wiem Filiph.Ja się po prostu boje-szepnęłam biorąc kilogram ziemniaków
-Wierze w Ciebie Bloom.-powiedział chłopak uśmiechając się do mnie.Modliłam się w duchu o szczęście które było mi bardzo potrzebne przy dzisiejszym spotkaniu,które miało się dziś odbyć.
Później
Po godzinie zakupów,szykowania,ustawiania i sprzątania mogłam wziąć gorącą kąpiel.Po 20 minutach wyszłam z wanny biorąc gruby frotowy ręcznik,którym wytarłam ciało po czym ubrałam naszykowaną bieliznę.Włosy lekko pokręciłam a na usta nałożyłam błyszczyk.Skierowałam się do pokoju prosto do szafy by wybrać jakieś ciuchy na wieczór.Patrząc na kolejne ciuchy zobaczyłam w lustrze stojących za mną Jessego i Emily.
-Jasna cholera!-krzyknęłam zakrywając się szlafrokiem leżącym na oparciu fotela.
Narracja Jesse'go
Była piękna.I seksowna.Miała idealnie szczupłe ciało.Czarna bielizna,którą miała na sobie kontrastowała z jej jasną karnacją.
Rumieńce na policzkach oraz brązowe loki kalające jej twarz dodawały jej uroku.Z jej oczu biła wściekłość.
-Zamknij oczy!Najlepiej zniknij na chwile z mojego pokoju!-wrzasnęła na mnie.
-Ok-szepnąłem znikając i po chwili znów pojawiłem się w jej pokoju.Bloom była już ubrana w liliowy,puchaty szlafrok.Ręce oparła o biodra a głowę przechyliła lekko w lewo.Gdyby wzrok mógł zabijać to już byłbym martwy.Choć i tak od dawna nie żyje.
-Co wy tu robicie?-spytała się nas jadowicie.Spojrzałem nerwowo na Emily a ona na mnie.
-Bloom my...-nie dokończyłem gdyż przerwała mi Emily
-My postąpiliśmy jak głupki.Ciągle spotykałaś się tylko z Davidem i nic nie robiłaś w sprawie Jesse'go ale my zapomnieliśmy,że jego ojciec to najważniejszy człowiek w państwie i musisz być ostrożna i...no zachowaliśmy się jak idioci a ja jak nic niewarta przyjaciółka-powiedziała bardzo szybko Emily po czym spojrzała się na Bloom,która stała w tej samej pozie.-To był bardzo dobry pomysł z tymi kwiatami oraz obwiązaniem drzewa-dodała cicho.Zapanowała cisza.Wręcz zabójcza cisza.Bloom westchnęła cicho po czym zaczęła mówić:
-Mówi się trudno.Było minęło a teraz idźcie bo muszę się wyszykować na przyjazd rodzinki.-widać było,że czuła się zraniona przez nas.Emily spojrzała na mnie po czym kiwnęła i oboje zniknęliśmy z pokoju brunetki.
Narracja Bloom
Gdy Emily wraz Jessem zniknęli z mojego pokoju zaczęłam wybierać strój.Wreszcie zdecydowałam się na czarne rurki oraz fioletową tunikę na krótki rękaw.Jako dodatki wybrałam kolczyki koła,kilka łańcuszków oraz zegarek,który dostałam od mojego chrzestnego.Usłyszałam ciche pukanie a po chwili zobaczyłam Filipha,który był już gotowy.
-Już są-szepnął a ja zastygłam z przerażenia
-Kto przyjechał?-spytałam poprawiając włosy.Miałam nadzieje,że to nie dziadkowie pierwsi przyjechali.
-Kilka ciotek i wujków.Dziadków jeszcze niema-rzekł wiedząc o kogo mi chodzi.Dziadkowie byli najgorsi z całej rodziny.-Jaką decyzje podjęłaś?-spytał się mnie kuzyn.Uśmiechnęłam się do niego po czym powiedziałam:
-Sama zdecyduje o swojej przyszłości.Najwyżej rodzinka mnie wydziedziczy-gdy Filiph usłyszał te słowa na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech.
-Kochana kuzyneczko a dokładniej?-spytał mnie nadal uśmiechnięty gdy wychodziliśmy z mojego pokoju
-Historia w Yale-powiedziałam cicho schodząc na dół.Filiph przytulił mnie przyjaźnie szepcząc:
-Brawo Bloom.
Gdy byliśmy na dole zobaczyliśmy cała rodzinę siedzącą już przy stole oraz dziadków wchodzących do domu,których witała mama z tatą.
-Babcia!Dziadek!-krzyknęłam radośnie podchodząc do dziadków i przytulając się po kolei do nich.Filiph zrobił to samo.
-Moja wnuczusia!Jak tam słoneczko?-spytała się mnie babcia gdy zasiadałyśmy do stołu.
Później
Wszystko puki co szło bardzo dobrze.Nikt nie zaczął tematu studiów dzięki czemu nie było jeszcze katastrofy.Wszyscy zajadali się jedzeniem,które przygotowała moja mama oraz ciocia Sarah oraz rozmawiają na neutralne tematy.Cały czas modliłam się w duchu żeby nie poruszono tematu nauki.Zobaczyłam w salonie Jessego i Emily jak patrzą na mnie ze... współczuciem.Nie wiem gdyż głos babci Lucy wyrwał mnie zamyślań:
-Filiphie gdzie zamierzasz iść po szkole średniej?-kawałek kurczaka,który akurat jadłam ugrzązł mi w gardle.Filiph to zauważył i przyszedł mi z pomocą klepiąc mnie po plecach i dając mi szklankę z sokiem.
-O jeja.Już zapomniałam,że w tym roku Filip i Bloom wybierają się na studia!-wykrzyknęła babcia Lily
-Pamiętam te czasy w Princeton.Było tam najlepiej podczas jesieni-rzekła rozmarzona jedna z ciotek
-O to naprawdę były piękne czasy.Pamiętam jak kibicowaliśmy naszym jak grali przeciwko tym z Yale-dodała mama swoje zdanie.
-Tak czasy w Princeton to najlepsze czasy z mojego życia ponieważ tam poznałem moją kochaną żonę-rzekł dziadek John a babcia Lucy uśmiechnęła się i dała dziadkowi soczystego całusa w policzek.
-Ja pamiętam jak Darmouth skopał Wam tyłki-powiedział rozbawiony dziadek Billy
-Ale i tak Princeton jest lepszy od waszego Darmouth-powiedziała babcia Lucy
-Eh gadasz bzdury Lucy.Darmouth jest lepszy-rzekła babcia Lily
-Nie prawda gdyż...-powiedziała babcia Lucy ale jedna z ciotek jej przerwała:
-Lucy,Lily przestańcie.Filiphie powiesz nam gdzie zamierzasz studiować i co?-no to klops.Zaczyna się drogę do awantury rodzinnej.
-Idę na medycynę do Harvardu-rzekł najspokojniej w świecie Filiph
-Ależ Filiphie przecież nic nie zarobisz będąc lekarzem.Nie lepiej iść na prawo gdzie będziesz mógł żyć później bardzo bogato-rzekła babcia Lucy
-Ja nie chce zarabiać tylko pomagać ludziom-rzekł już trochę wściekły brunet.Brawo Filiph!
-Aha.To Filipha przyszłość-powiedziała ciotka Annabel uspokajając i Filipha i babcie Lucy oraz dziadka Johna.
-A ty Bloom co zamierzasz studiować?-zapytał się mnie wujek Mark
-Bloom zamierza iść do szkoły prawniczej do Princeton-powiedziała doniośle moja mama nie dopuszczając mnie do powiedzenia.Filiph spojrzał na mnie wyczekująco i ze współczuciem.Raz kozie śmierć.
-Nie zamierzam iść ani do Princeton ani do Darmouth.Nie zamierzam również studiować biznesu ani prawa-warknęłam zła-Zamierzam iść do Yale gdzie chce studiować historie-rzekłam spokojniej czekając na wybuch rodziców a w szczególności mamy.
-Że co!-wrzasnęła moja mama.Usłyszałam jak komuś upada kieliszek,który się stłukł.
-Zamierzam iść na Yale gdzie chce studiować historie-szepnęłam spokojnie
-O nie.Nie pozwolę ci na to.Nie będziesz marnować sobie życia i studiować takiej głupoty-powiedziała wściekła matka.O nie teraz to mam już dość.
-Bo co?Nie zapłacisz mi za studia?Wyrzucisz z domu?Dobra,proszę bardzo!Nie potrzebuje was.-wrzasnęłam po czym wybiegłam z domu wcześniej zakładając buty i biorąc kurtkę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz