1.09.2012

Rozdział 11


Narracja 3os.
W Gabinecie Owalnym jedynym stało kilkanaście świec,które jako jedyne dawały światło w całym budynku.Na środku pokoju w kręgu,który składał się z dziwnych symboli stał prezydent.Z jego ust wydobywał cichy,niezrozumiały szept.Jego oczy były całe czarne i przerażające.Cały czas mówił szeptem co jakiś czas dorzucając różne składniki do brązowego półmiska.Nagle świece zgasły,drzewa na dworze zaczepy się mocniej kołysać a z owego półmiska buchnął ogień i po chwili zapadła ciemność.Znikąd pojawiła się bezkształtna,czarna postać.Na jej widok prezydent uśmiechnął się i rzekł:
-Znajdź księgę.Jeżeli będzie trzeba zabij wszystkich,którzy ci w tym przeszkodzą-demon kiwnął głową na tak po czym zniknął
Narracja Bloom
Łzy wściekłości spływały po moich policzkach podczas gdy ja kierowałam się w stronę.Chciałam być jak najdalej od mojego domu by móc się uspokoić i przemyśleć wszystko.Ostry wiatr drażnił moją twarz oraz szyje powodując zaczerwienienie.Zatrzymałam się przed drzewem,które było otoczone taśmą policyjną.Stałam w ciszy starając się uspokoić mój oddech ale zbytnio mi to nie wychodziło.Zauważyłam jak Em i Jesse się pojawili.Patrząc w gwiazdziste niebo szepnęłam cicho:
-Co ja mam robić?-spojrzałam na nich wycierając twarz-Co ja mam do diabła zrobić?!-spytałam się głośniej.Moja rozpacz przemieniała się wściekłość.-Powiedzcie mi do jasnej cholery co ja mam zrobić?-wydarłam się rozpłakawszy się jeszcze bardziej.Poczułam zimno bijące od ducha.Tym duchem był Jesse,który delikatnie mnie objął pozwalając mi się uspokoić i wypłakać się.
-Cii...spokojnie-szeptał co chwile.Patrząc na mnie z daleka musiałam wyglądać trochę komicznie.-Pamiętaj,że zawsze możesz na nas liczyć-szepnął głaszcząc mnie cały czas po plecach.
-Hej Bloom!-usłyszałam nawoływanie.Szybko odsunęłam się od Jessego,który wraz z Emily zniknął natychmiast.Nie zdążyłam wytrzeć oczu gdy zobaczyłam,że tą osobą,która mnie wołała był David.
-Hej.Co ty tu robisz?Czemu płaczesz?-spytał zmniejszając naszą odległość do minimum.Poczułam jak opuszki jego palców wycierają miejsca gdzie łzy zostawiły mokre ślady.Przeszedł mnie miły dreszcz po plecach.
-Ja...ja pokłóciłam się z rodzicami i musiałam z stamtąd uciec-szepnęłam kilka razy się jąkając.Moja broda zadrżała a łzy zaczęły cieknąć po moich policzkach jeszcze bardziej.Poczułam jak jego silne ramiona otaczają mnie.Policzek oparłam o jego klatkę piersiową.
-Ciii...spokojnie-szeptał tak samo jak jeszcze przed chwilą Jesse.Jedyną różnicą jaka była to,że od Davida czułam ciepło.-Ufasz mi?-usłyszałam pytanie blondyna.Kiwnęłam głową na tak na co blondyn pociągnął mnie w stronę czarnego range rovera przy którym stało 4 ochroniarzy.David rozkazał ochroniarzom odjechać a sam wziął kluczyki mimo wielkiego sprzeciwu ochroniarzy.Po długiej sprzeczce ochroniarze odeszli a blondyn najpierw otworzył mi drzwi od auta po czym sam wsiadł na miejsce kierowcy.
Przez całą drogę jechaliśmy w ciszy.Po jakimś czasie nie wiem dokładnie ile minęło czasu,zatrzymaliśmy.Okazało się,że celem nasze podróży była niewielka górka prawie na granicach miasta.David wysiadł z auta po czym otworzył drzwi od mojej strony podając mi dłoń.
-Chodź-szepnął kierując nas w stronie maski samochodu-Wskakuj-dodał cicho a ja podniosłam brew do góry-No wskakuj-rzekł z uśmiechem.Odwzajemniając uśmiech wskoczyłam na maskę samochodu a blondyn oparł się o nią tak,że dzieliły nas tylko milimetry.
-Spójrz w górę-szepnął wprost do mojego ucha delikatnie muskając ustami.Gdy spojrzałam w górę ujrzałam piękne,czyste, gwieździste niebo.Widok był tak wspaniały aż zabrakło mi tchu.-Tam na prawo to woźnica.Widzisz?-usłyszałam pytanie na co pokiwałam głową na tak-A tam obok jest żyrafa-szepnął całując mój policzek.Dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa a oddech przyspieszył.-A tam jeszcze dalej to Łabędź-szepnął łapiąc delikatnie mój podbródek tak żebym na niego spojrzała.Nasze twarze dzieliły milimetry a nosy stykały.Pocałował mnie tak gwałtownie aż jęknęłam.Jego ręce powędrowały do moich bioder a moje do jego blond czupryny.Z każdą chwilą pocałunek stawał się coraz bardziej dziki oraz namiętny.Mój oddech przyspieszył gdy poczułam jak jego dłonie wślizgują się pod moją bluzkę a palce zaczęły wyrysowywać bezładne wzorki.Czułam zaborczość jego języka oraz twardość klatki piersiowej.Po jakimś czasie David delikatnie odsunął się ode mnie choć nasze ciała nadal były blisko siebie.Oboje w ciszy uspokajaliśmy nasze przyspieszone oddechy.Blondyn znów spojrzał na mnie po czym szepnął:
-Mówił ci ktoś,że jesteś wspaniała?-całując mnie w kąciki ust
-Nie.Puki co jesteś pierwszy-szepnęłam.Chciałam coś jeszcze dodać gdy po raz kolejny David pocałował mnie.
-Jesteś wspaniała-szepnął sprawiając,że na moich ustach zagościł uśmiech.
-Powinnam już wracać-powiedziałam po chwili ciszy.
-Dobrze-rzekł pomagając mi zejść z maski auta i otwierając drzwi od strony pasażera.Drogę powrotną spędziliśmy na ukradkowych spojrzeniach i uśmiechach.Gdy dojechaliśmy pod mój dom David zgasił auto,wyszedł po czym jak dżentelmen po raz kolejny otworzył drzwi.Blondyn odprowadził pod same drzwi.Gdy chciałam już się pożegnać i wejść do środka chłopak przyciągnął mnie do siebie by pocałować mnie tym razem bardziej delikatnie.
-Mówił ci ktoś,że nieziemsko całujesz?-spytałam się go gdy się od siebie oderwaliśmy.
-Ty puki co jesteś pierwsza-rzekł i odszedł a ja weszłam do środka spodziewając najgorszego.Miałam racje.Mama i tata kłócili się z wujkiem a dziadkowie między sobą.Większa część rodzina również się kłóciła a reszta próbowała uspokoić wszystkich.Oczy wszystkich zebranych spoczęły na mnie.Zdjęłam buty i bez słowa ruszyłam na górę do mojego pokoju.
-Bloom natychmiast masz zejść na dół!-wrzasnęła moja matka na co z całej siły trzasnęłam drzwiami od swojego pokoju.Tak jak się spodziewałam w pokoju znajdowali się Jesse oraz Emily.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz