26.08.2012

Rozdział 2


Gdy usłyszałam dzwonek oznajmujący koniec lekcji szybko wybiegłam na dziedziniec kierując się w stronę swojego roweru, którym poruszałam się po mieście. Czekałam się na pojawienie się Emily. Co u diabła ona robiła? Gdzie się podziała? Em gdzie jesteś? Em,Em,Em,Em powtarzałam w kółko wiedząc, że to pomaga bo od razu się zjawia. Jednak nie było tak teraz. Nawet gdy zjawiłam się w domu musiałam czekać się na jej pojawienie jakieś 4 godziny podczas, których próbowałam odrobić prace domową co mi zbytnio nie wychodziło tak się stresowałam, że z 10 zadań z matematyki zrobiłam tylko 2. Kiedy zaczynałam brać się za 3 aż krzyknęłam przerażona widząc zmaterializowaną
Emily, która wyglądała jakby widziała...ducha.
- Em dobrze się czujesz? - spytałam odkładając podręczniki
- Nie - powiedziała po czym mimo ze jest duchem i się nie męczy klapła jakby stała
jakieś 1000 godzin bez odpoczynku. Była blada co nie było nowością bo duchy są
blade a nawet przezroczyste ale Emily była teraz wyjątkowo blada.
- Em czemu tak nagle zniknęłaś? - spytałam ciekawa
- Bloom...ktoś...jakiś duch użył ogromnej mocy, której nigdy nie widziałam.
Ten ktoś próbował zabić wydaje mi się prezydenta - powiedziała jąkając się co chwila
- Skąd to wiesz? Skąd te przypuszczenia? - spytałam się jej
- Prezydent wygłaszał dziś przemówienie w parku gdzie był ślad tej wielki mocy.
Myślę, że może jakiś duch chce go zabić. Wiesz istnieje coś takiego jak nienawiść polityczna - pow. blondynka
- I chcesz żebym się tym zajęła? - zapytałam zniechęcona
- Hm...no ostatecznie to Twoja praca. - odparła Emily
- Wiesz co jest moją pracą? To! - wskazałam na zeszyt od matmy
- Pokaż. - Em wzięła ode mnie zeszyt i książkę i zaczęła rozwiązywać zadania.
Popatrzyłam na nią w milczeniu, zastanawiając się kto może chcieć zabić prezydenta. No bo czy te duchy serio nie mają nic innego do roboty?
Następnego dnia
Szybkim krokiem zmierzałam zatłoczonym korytarzem, chcąc jak najszybciej dostać się do swojej szafki. Chyba popadałam w jakąś paranoję, wszyscy jakoś tak uciekali spojrzeniem w bok i z każdej strony słyszałam dziwnie stłumione śmiechy. Spojrzałam na swoje ubranie, czarne rurki, czarna koszulka, nic nadzwyczajnego, zawsze się tak ubierałam i nawet nie założyłam dziś bluzki na lewą stronę, o co im do diabła chodzi? Zawsze nazywali mnie czarownicą, szatanistką i gotką, ale dziś było inaczej. Ich spojrzenia były takie chłodne i pełne...no cóż pogardy. Oczywiście gdy weszłam, wszyscy już siedzieli przy nowoczesnych laptopach i dziwnie na mnie spojrzeli. Najbardziej jak mogłam starałam się ich zignorować i usiadłam na swoim miejscu z tyłu. Nie mogłam nie zauważyć, że ludzie w sali są pochłonięci czymś zupełnie innym niż lekcja dotycząca Excela.
- Bloom. - usłyszałam obok siebie niepewny głos Emily i omal nie podskoczyłam
- Co tu robisz? - szepnęłam konspiracyjnym szeptem
- Bloom, to okropne. - szepnęła Emily
- Ale co?
- Oni...hm...robią dziwne rzeczy, Ci Twoi znajomi. - powiedziała
- O czym ty mówisz?
- Panno Gonzales, jakiś problem? Z kim pani w ogóle rozmawia? - usłyszałam nad sobą kamienny głos nauczyciela
- Eee...to monolog. - palnęłam
Spojrzał na mnie poirytowany i odszedł. Natomiast ja spojrzałam na ekran komputera gdzie Emily wygoglowała jakąś stronę, i omal się nie zachłysnęłam śliną.
- Chryste Panie! - krzyknęłam, widząc swoje nagie zdjęcie i rzeczywiście przydałaby mi się depilacja, a właściwie nie mi, bo na tym zdjęciu była tylko moja twarz, to jakaś cholerna podróbka zrozumiałam o czym mówiła Emily, i te śmiechy i spojrzenia. Każdy spojrzał na mnie. Poczułam, że w moich oczach pojawiają się łzy. Zabrałam torbę po czym wybiegłam z klasy słysząc jak inni się śmieją. Wybiegłam na dziedziniec kierując się w stronę roweru po czym ruszyłam w stronę domu. Płakałam nie tylko przez te zdjęcia ale również przez silną wichurę która się nagle pojawiła gdy przejeżdżałam koło parku.
Narracja 3 os.
Wichura zwiększała się na sile coraz bardziej i bardziej. Brunetka jeżdżąca na rowerze siłowała z siłami natury. Nagle wielki podmuch wiatru zrzucił dziewczynę z roweru powalając ją na ziemie(...)
14.02-Noc godzina 24.05
Narracja Bloom
Ogromny ból głowy zaczął mnie budzić. Każda cząsteczka ciała mnie bolała nawet gdy się nie ruszałam. Powoli otwierając oczy ujrzałam nad sobą zmartwioną Em.
- Ała - jęknęłam gdy próbowałam usiąść
- Radze ci się nie ruszać - powiedziała blondynka
- Co się stało? - spytałam się gdyż nic nie pamiętałam
- Wybiegłaś ze szkoły i gdy zaczęłam cie szukać znalazłam cie nieprzytomną w lesie - rzekła
Gdy usłyszałam słowo szkoła w oczach poczułam łzy. Próbowałam je powstrzymać ale się niestety nie udało. Szlochałam cicho gdy Em próbowała mnie pocieszyć.
- Em opowiedz mi twoim Paolu - szepnęłam
- A więc...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz