26.08.2012
Rozdział 5
Narracja Bloom
Promienie jakiegoś światła zaczęły mnie razić.Powoli gdyż wszystkie części ciała mnie bolały zaczęłam otwierać oczy.Pierwsze co zobaczyłam to biel.Ściany,drzwi,szafki, pościel wszystko w kolorze bieli.Szpitalnej bieli.Czułam ból w każdej nawet najmniejszej kostce w ciele.Cholera.
Nagle drzwi od pokoju się otworzyły przez które weszli moi rodzice. Gdy zobaczyli,że nie śpię szybko do mnie podbiegli.
-Córciu moja kochana jak się czujesz?-spytała mama zatroskanym głosem
-Jakoś-wychrypiałam gdyż strasznie chciało mi się pić-Pić-szepnęłam
Tata szybko podał mi szklankę z wodą.Musiał pomóc mi się podnieść i przytrzymać plastikowy kubek gdyż nie miałam siły.
-Córeczko jestem z Ciebie taka dumna-rzekła mama głaszcząc mnie po poliku
-Jesteś bohaterką narodowa-powiedział ojciec
-Co?-spytałam zdumiona-Przecież ja tylko odepchnęłam prezydenta-pow.
-Córciu to nie jest tylko.Uratowałaś głowę państwa-rzekła mama z powagą
-Masz fanów jak super gwiazda-powiedział doktor,który wszedł do sali kierując się w stronę okna by po chwili odsłonić je.Moje łóżko stało na przeciw okna i mimo ze było to z 4-5 piętro widziałam tłum ludzi na dole.Było ich ogrom.Przeraziłam się.W co ja się wpakowałam? Minę miałam pewnie bardzo dziwną gdyż rodzice patrzyli się na mnie tak czule.
-Jesteś gotowa na spotkanie z prezydentem?-spytałam doktor patrząc w moją kartę. Teraz to już się przeraziłam nie na żarty.Boże święty to nie miało być tak.W co ja się wpakowałam?Zawsze muszę się wpakować w jakieś bagno. Doktorek nie czekając na moją decyzje wyszedł na korytarz i po chwili wrócił wraz z tłumem ludzi.Byli to zapewnię agenci chroniący prezydenta,weszła kobieta z synem,których po chwili rozpoznałam jaką pierwszą damę i pierwszego syna a po chwili wszedł on.Głowa państwa w którym mieszkałam od urodzenia,głowa Stanów Zjednoczonych.Gdy zawsze jestem wygadana teraz mi zabrakło języka w gębie akurat w takiej chwili w,której czuje,że będę potrzebować go bardzo. Rodzina prezydencka przywitała się z moimi rodzicami po czym prezydent podszedł do mojego z wyciągniętą dłonią i uśmiechnięty od ucha do ucha powiedział:
-Dziękuje.Uratowałaś mi życie co było odważnym czynem.
-Nie ma za co panie prezydencie-rzekłam jąkając się strasznie. Żona prezydenta podeszła do mnie szybkim krokiem by po chwili tuląc mnie mocno dziękowała za uratowanie życia jej mężowi.Ja powtarzałam jak katarynka,że każdy by tak zrobił gdyby zobaczył,że ktoś chce kogoś zabić.
-Nie każdy-rzekł młody chłopak podchodząc do mnie z wyciągniętą dłonią.
Uścisnęłam ją patrząc na jego idealny uśmiech,rysy twarzy na jego idealność. Cholera jaki on przystojny.Aż mi serce zaczęło bić szybciej.
-Chciałbym w podzięce zaprosić państwa wraz z Bloom na kolacje do mnie-rzekł prezydent
-Z miłą chęcią panie prezydencie-rzekł ojciec
Następnego dnia
Nareszcie wolność.Mój stan nie był straszny więc mogłam wyjść dziś do domu.Z pomocą mamy ubrałam ciuchy po czym zeszłyśmy powoli na dół.Najgorsze było przed nami. Tłum "fanów" i paparazzi kłębił się przed wejściem.Dzięki tylko z pomocą policji wyszłyśmy w jednym kawałku ze szpitala i wsiadłyśmy do auta.Jednak i tak miałyśmy wielką niespodziankę gdyż kolejny tłum kłębił się przed domem.Z pomocą kolejnych glin weszłyśmy spokojnie do domu.Ja skierowałam się powoli do pokoju a mama pojechała na zakupy.To co ujrzałam w moim pokoju dobiło mnie totalnie.Kolejka duchów. Boże święty nawet jednego dnia wolności?Gdy mnie zobaczono zapadła cisza. Każdy skierował wzrok na mnie a Emily powoli kierowała się w moją stronę.
-Bloom nie wyciągaj pochobnych wniosków-rzekła blondynka
-Co ten morderca robi w moim pokoju?-spytałam spokojnie
-Bloom daj nam wyjaśnić-powiedziała Em
-Kazałaś mi chronić prezydenta bo stwierdziłaś,że ktoś chce go zabić.Poszłam posłuchać cholernego przemówienia i patrze...o jednak miałaś racje.Ten duch postrzelił mnie w plecy a teraz on siedzi w moim pokoju i ty go bronisz!-rzekłam nieco zdenerwowana-Jak mam być spokojna?-krzyknęłam dość wściekła
-Bloom nie zachowuj się jak dziecko i go wysłuchaj-powiedziała też dość wkurzona blondynka
Spojrzałam na ducha.Był to brunet,miał jakieś 1,75cm wzrostu.Delikatny zarost dodał mu lat
ale jak na moje oko miał 18-24.Był ubrany w potarte dżinsy i białą koszule rozpiętą pod szyją. Niemożna powiedzieć że był brzydki.Był cholernie przystojny.Boże mowie już to drugi raz dwa dni podrząd.
-Mów-powiedziałam cicho patrząc na niego
-Nazywam się Jesse de Silva i urodziłem się w Hiszpanii.Moja matka Arabella de Silva mieszkała tutaj jako pani do towarzystwa pracując na całą rodzinę.Pewnego dnia przyszedł do salonu pan prezydent i chciał skorzystać z usług.I tak miedzy nim a moją matką powstał romans z którego powstałem ja.Romans się zakończył i moja matka została na lodzie. Pojechaliśmy do Hiszpanii do rodziny gdzie żyło się nam lepiej.W 2003 przyjechałem tutaj bo chciałem się z nim spotkać.Udało się tego samego dnia kiedy przyjechałem.To był błąd,który kosztował mnie życie-skończył a jego oczach można zobaczyć było łzy.
-Skąd mam wiedzieć,że to prawda?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz